Czternaście dni za 0 zł - każdego dnia jedna rzecz do dodania i jedna do odpuszczenia
Większość wyzwań o dbaniu o siebie tylko dokłada kolejne zadania. Pij wodę, chodź, medytuj, śpij więcej, bądź wdzięczna.
Jeśli Twój dzień jest już pełny, nie ma gdzie tego wcisnąć. Po trzech dniach odpadasz i masz kolejny dowód, że nie umiesz o siebie zadbać. To wyzwanie jest zbudowane tak, żeby ten scenariusz się nie powtórzył.
Nie trzeba tego nikomu tłumaczyć. Po prostu w pewnym momencie okazuje się, że wszyscy inni mają w Twoim dniu swoje miejsce, a Ty nie masz.
Kładziesz się później, niż chciałaś, bo wieczór to jedyna godzina, która należy do Ciebie. Wychodzisz z domu i wracasz, nie zauważywszy, że był dzień. Odkładasz rzeczy, które kiedyś sprawiały Ci przyjemność, na „jak będzie spokojniej”. Zgadzasz się na coś, zanim zdążysz pomyśleć, czy chcesz.
Zwykle brzmi to w głowie jako „nie mam czasu dla siebie” i to jest prawda, nie wymówka. Dlatego to wyzwanie nie prosi Cię o znalezienie czasu, którego nie masz.
Każdego dnia dostajesz jedną małą rzecz do dodania i jedną konkretną rzecz, którą tego dnia wolno odpuścić. Bilans czasu zostaje na zerze.
Trzy przykłady z prawdziwych dni wyzwania:
Dodaj: wyjdź na dwadzieścia minut na dwór, choćby dookoła bloku. Odpuść: dzisiejsze prasowanie. Jutro też będzie.
Dodaj: napisz do jednej osoby, z którą dawno nie rozmawiałaś. Jedno zdanie wystarczy. Odpuść: odpisywanie dziś na wiadomości, które nie są pilne.
Dodaj: połóż się piętnaście minut wcześniej niż zwykle. Odpuść: ostatnie sprawdzenie, czy wszystko jest zrobione. Nie jest i nie będzie.
Odpuszczanie jest tu trudniejszą połową i to jest zamierzone. Dbanie o siebie polega częściej na odejmowaniu niż na dodawaniu - tylko że tego nie da się sprzedać, więc nikt o tym nie mówi.
Nie ma tu serii do zepsucia. Dni będą opuszczone i jest to wliczone w plan. W żadnym mailu nie znajdziesz licznika ani zdania „jeśli wczoraj Ci nie wyszło”.
Każdy obszar dostaje dwa dni: pierwszego próbujesz, drugiego powtarzasz z drobną zmianą. Powtórzenie jest tym, co odróżnia wyzwanie od listy życzeń.
Do wyzwania dostajesz też kartę na jedną stronę A4 - wszystkie czternaście par „dodaj / odpuść” do wydrukowania i powieszenia na lodówce. Maile się przeczyta i zapomni; kartka zostaje w mieszkaniu.
Wymieniam to wprost, bo dla części osób właśnie ta lista jest powodem, żeby się zapisać.
Nie ma diety ani liczenia czegokolwiek. Żaden dzień nie dotyczy jedzenia, wagi ani kalorii. To świadoma decyzja, nie przeoczenie.
Nie ma porannych rytuałów o piątej. Wyzwanie zakłada, że wstajesz wtedy, kiedy musisz i że nie da się tego przestawić na czas dwóch tygodni.
Nie ma licznika i nie ma serii. Nigdzie nie zobaczysz „dzień 5 z 14” w sposób, który po przerwie wygląda jak porażka.
Nie ma zakładania, że masz czas, którego nie masz. Każdy dzień oddaje Ci tyle czasu, ile prosi.
Nie ma obietnicy, że po dwóch tygodniach wszystko się zmieni. Dwa tygodnie na to nie wystarczą i mówię o tym wprost w ostatnim mailu. Realne jest co innego: że zostanie Ci jedna rzecz, po którą sięgasz sama.
Cena i prowadzący
Ile to kosztuje: 0 zł. Bez wersji płatnej, bez dopłaty na końcu, bez podawania karty.
Wyzwanie prowadzi Marek Giętkowski, założyciel Fundacji Filozofia Serca. Nie jest lekarzem ani psychologiem - treści opiera na badaniach i podaje źródła, a tam, gdzie potrzebny jest specjalista, mówi o tym wprost.