Medytacja dla początkujących - najczęstsze błędy i jak ich uniknąć


Większość osób, które rezygnują z medytacji, nie rezygnuje dlatego, że było za trudno. Rezygnują dlatego, że robiły coś odrobinę nie tak i nikt im tego nie powiedział.

Poniżej siedem takich rzeczy. Żadna nie dotyczy techniki, bo oddechu właściwie nie da się zrobić źle. Wszystkie dotyczą podejścia: tego, co robisz wokół praktyki i czego się po niej spodziewasz.

Jeszcze jedno zastrzeżenie, zanim zaczniemy. To nie są błędy w sensie „szkodzisz sobie”. Żadnego z nich nie da się popełnić na tyle poważnie, żeby coś zepsuć. Zwykłe trudności - zasypianie, nuda, uciekające myśli - to osobna sprawa i opisałem je w przewodniku o uważności. Tutaj chodzi o decyzje, nie o doświadczenia.

1. Ocenianie każdej sesji

Najczęstszy i najbardziej kosztowny. Wstajesz z miejsca i w ciągu dwóch sekund wystawiasz ocenę. Spokojnie było - dobra sesja. Kotłowało się w głowie - zmarnowany kwadrans.

Problem polega na tym, że oceniasz pogodę, a nie praktykę. To, czy danego dnia jest w Tobie spokojnie, zależy od snu, od kawy, od tego, co się wydarzyło przed południem. Praktyka jest tym, co robisz, a nie tym, co czujesz, kiedy to robisz.

Jest też argument czysto arytmetyczny. Sesja, w której czterdzieści razy odpłynęłaś i czterdzieści razy wróciłaś, zawiera czterdzieści powtórzeń. Sesja spokojna zawiera ich trzy. Ta gorsza w odczuciu bywa po prostu obszerniejsza.

Zamiast pytania „jak było” zadaj sobie pytanie „czy usiadłam”. Odpowiedź jest zero-jedynkowa i nie da się jej zmanipulować.

2. Zmienianie metody, zanim któraś zdąży zadziałać

Tydzień pierwszy: oddech. Tydzień drugi: skanowanie ciała, bo ktoś napisał, że jest skuteczniejsze. Tydzień trzeci: nowa aplikacja z darmowym okresem próbnym. Tydzień czwarty: nic.

Każda metoda ma nieprzyjemny początek, w którym jest niezręcznie i nic z tego nie wynika. Jeśli przy każdym takim początku zmieniasz metodę, znasz wyłącznie początki.

Nie znam badania, które by to zmierzyło - to raczej obserwacja z pracy z ludźmi, nie dowód i tak proszę ją traktować. Ale w praktyce sprawdza się prosta zasada: wybierz jedną rzecz i daj jej osiem tygodni, zanim ocenisz. Osiem, bo tyle trwa standardowy program kliniczny. Potem możesz zmieniać, ile chcesz.

Warto przy tym wiedzieć, co się liczy jako zmiana metody, a co nie. Przesiadka z podłogi na krzesło to nie zmiana. Skrócenie sesji z dziesięciu minut do sześciu w tygodniu, w którym wszystko się wali, to też nie zmiana. Zmianą jest zamiana tego, na czym trzymasz uwagę: z oddechu na ciało, z ciszy na prowadzący głos, z jednej aplikacji na drugą. Reszta to drobne poprawki i można je robić bez końca.

3. Siedzenie w napięciu

Kobieta przy oknie rozluźniająca kark podczas siedzącej praktyki

fot. Miriam Alonso / Pexels

Wiele osób siada „poprawnie”: barki podciągnięte, broda trzymana, plecy wygięte bardziej, niż wygląda na zdjęciach. Po czterech minutach zaczyna boleć między łopatkami, po sześciu myślisz już wyłącznie o tym. Wniosek na koniec: medytacja jest niewygodna.

Nie jest. Niewygodne było utrzymywanie pozycji, której nikt od Ciebie nie wymagał.

Kręgosłup trzyma się sam, jeśli siedzisz w miarę prosto. Cała reszta może być miękka. W drugiej minucie zrób jeden przegląd: rozluźnij szczękę, pozwól barkom opaść przy wydechu, połóż dłonie ciężko na udach. Raz, nie przez cały czas. Potem wróć do oddechu.

4. Rozmyślanie zamiast zauważania

Najsubtelniejszy z tych błędów i najtrudniejszy do zauważenia u siebie. Siadasz, robi się cicho i wykorzystujesz tę ciszę, żeby jeszcze raz przejść przez sprawę, która nie daje Ci spokoju. Z zewnątrz wygląda to jak medytacja: siedzisz nieruchomo, oczy zamknięte, dwadzieścia minut. W środku to rozpamiętywanie.

Edward Watkins z University of Exeter przeanalizował w 2008 roku badania nad myśleniem powracającym i pokazał coś użytecznego: samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Znaczenie ma między innymi poziom przetwarzania. To, czy myślenie jest abstrakcyjne, czy konkretne. Abstrakcyjne brzmi: „dlaczego zawsze tak mam”, „co to o mnie mówi”. Konkretne brzmi: „co dokładnie czuję teraz w klatce piersiowej”.

Pierwszy tryb wiąże się z gorszymi wynikami, drugi z lepszymi. Medytacja trenuje drugi. Rozpamiętywanie jest pierwszym.

Prosty test w trakcie sesji: jeśli w Twoich myślach pojawia się słowo „dlaczego”, analizujesz. Jeśli pojawia się „co” i „gdzie”, obserwujesz. To rozróżnienie wystarczy, żeby się złapać.

A kiedy już się złapiesz, nie próbuj sprawy odsunąć to zwykle nie działa i kończy się szarpaniną. Zejdź o piętro niżej: zamiast pytać, dlaczego ta rozmowa poszła tak, jak poszła, sprawdź, gdzie w ciele siedzi to, co się teraz podniosło. Zwykle jest to gardło, splot słoneczny albo napięcie w żuchwie. Postój tam kilka oddechów. Sprawa nie zniknie, ale przestanie się kręcić w kółko, a to wystarczy, żeby wrócić do oddechu.


Co możesz zrobić już dziś

Nie poprawiaj siedmiu rzeczy naraz. Przeczytaj listę jeszcze raz i wybierz tę jedną, przy której poczułaś „o, to ja”.

Jutro zmień wyłącznie ją. Reszta niech zostanie tak, jak jest.


5. Zaczynanie od najtrudniejszej praktyki

Skoro dziesięć minut pomaga, to czterdzieści pięć pomoże cztery razy bardziej. Skoro pomaga codzienna praktyka, to weekend w milczeniu przestawi wszystko od razu.

Tak to nie działa, a przynajmniej dane tego nie potwierdzają. Willoughby Britton z Brown University zebrała w 2019 roku przesłanki, że procesy związane z uważnością mogą nie być liniowe, że układają się w odwróconą literę U, w której po przekroczeniu pewnego punktu korzyści przestają rosnąć, a czasem zamieniają się w swoje przeciwieństwo. Britton stawia to jako hipotezę i program badawczy, nie jako rzecz rozstrzygniętą i tak to tu podaję. Ale zgadza się z tym, co widać w praktyce.

Dawka, która działa, to ta, którą powtórzysz jutro. Jeśli jeszcze nie miałaś pierwszej sesji, rozpisałem ją minuta po minucie w osobnym tekście.

Wydłużać oczywiście warto, tylko powoli i po czymś, co da się sprawdzić. Dokładaj dwie, trzy minuty dopiero wtedy, gdy przy obecnej długości od dwóch tygodni kończysz sesję z poczuciem, że mogłabyś jeszcze chwilę posiedzieć. Jeśli kończysz z ulgą, że już po wszystkim, zostaw długość tam, gdzie jest. Ulga na końcu jest informacją, że dawka jest już na granicy.

Weekendy w milczeniu i dłuższe odosobnienia to osobna sprawa i dobre rzeczy po roku regularnej praktyki i z prowadzącym, nie w trzecim tygodniu medytowania.

6. Praktykowanie wyłącznie wtedy, gdy jest źle

Medytacja bywa traktowana jak gaśnica: wisi na ścianie i sięga się po nią, kiedy się pali. Przypominasz sobie o niej w najgorszy wieczór miesiąca, siadasz i nic z tego nie wychodzi.

Nie wychodzi, bo prosisz nieprzećwiczoną umiejętność o występ pod obciążeniem. Nikt nie uczy się pływać w czasie powodzi.

Sens praktykowania w dni, w które nic się nie dzieje, jest dokładnie taki: żeby w dniu, w którym się dzieje, było po co sięgnąć. Zwykły wtorek jest treningiem, nie stratą czasu.

7. Używanie praktyki, żeby czegoś nie rozwiązać

O tym mówi się najrzadziej, a spotykam to regularnie.

Czasem to, co wymaga zmiany, nie jest Twoją uwagą. Jest pracą, w której od dwóch lat jest źle. Rozmową, którą odkładasz od jesieni. Układem, w którym godzisz się na coraz mniej. Dziesięć minut oddechu sprawia, że da się to wytrzymać, a „da się wytrzymać” jest właśnie tym, co skutecznie powstrzymuje od zmiany.

Uważność dobrze pokazuje, jak jest. Nie zastępuje decyzji, co z tym zrobić.

Jeśli po kilku tygodniach zauważysz, że praktyka pomaga Ci znosić coś, czego nie chcesz znosić, to też jest wynik praktyki. Nawet jeśli mniej przyjemny niż spokój.

Zaznaczam wyraźnie: nie jestem tu od orzekania, co w Twoim życiu wymaga zmiany i nie o to chodzi. Jeśli rzecz dotyczy relacji, w której czujesz się niebezpiecznie, albo stanu, który ciągnie się miesiącami, to jest sprawa dla specjalisty, nie dla dziesięciu minut oddechu. Napisałem o tym osobno w sekcji o tym, kiedy uważność nie wystarcza.

Trzy rzeczy, które wyglądają jak błąd, a nie są

Krążą listy błędów, na których stoją rzeczy zupełnie normalne. To szkodzi bardziej niż same błędy, bo każe ludziom poprawiać coś, co jest w porządku.

Myśli, które nie chcą przestać. Nie są usterką. Praktyka nie polega na wyłączeniu myślenia, tylko na zauważaniu, że się myśli i wracaniu do medytacji. Gdyby myśli znikały, nie byłoby czego trenować.

Pominięty dzień. Jedna przerwa nie kasuje postępu sprawdzano to wprost i wpływ okazał się bliski zeru. Nie ma czegoś takiego jak zepsuta seria i zaczynanie od nowa.

Krótka sesja w dniu, w którym nie ma się czasu. Trzy minuty to nie jest wersja gorsza od zera. To jest wersja lepsza od zera, a to jedyne porównanie, które ma znaczenie.

Warto tę trójkę zapamiętać, bo w pierwszych tygodniach każda z nich potrafi być pretekstem do rezygnacji.

Na koniec

Żaden z tych siedmiu punktów nie jest powodem, żeby przestać. Wszystkie są powodem, żeby zmienić jedną rzecz i siąść jeszcze raz.

Nikt nie zaczyna dobrze. Ludzie, którzy praktykują od lat, popełnili komplet tych błędów, najczęściej po kilka razy. Różnica polega wyłącznie na tym, że siedli następnego dnia.

Jeśli wolisz zacząć od czegoś prowadzonego - przygotowaliśmy program „Pełen Reset”: godzina praktyki oddechowej, poprowadzona krok po kroku, z podpowiedziami, jak przygotować przestrzeń i jak spokojnie wrócić do codzienności.


Źródła

  • Watkins, E. R. (2008). Constructive and unconstructive repetitive thought. Psychological Bulletin, 134(2), 163-206. doi:10.1037/0033-2909.134.2.163

  • Britton, W. B. (2019). Can mindfulness be too much of a good thing? The value of a middle way. Current Opinion in Psychology, 28. doi:10.1016/j.copsyc.2018.12.011

Autor Marek Giętkowski

Autor - Marek Giętkowski

Założyciel Fundacji Filozofia Serca. Od ponad trzydziestu lat towarzyszy ludziom w trudnych momentach. Przeszedł przez wiele metod i szkół myślenia, zanim doszedł do wniosku, który dziś jest fundamentem Fundacji: żadna metoda nie jest ważniejsza od człowieka, a dobra pomoc to taka, po której przestajesz jej potrzebować. Nie jest psychologiem ani psychoterapeutą - treści dotyczące zdrowia psychicznego opiera na badaniach i wytycznych klinicznych, podaje źródła, a tam, gdzie potrzebny jest specjalista, mówi o tym wprost. Więcej o autorze »

Listy od Serca

Co jakiś czas wysyłamy ciche, ciepłe słowa, inspiracje i spokój bezpośrednio do Twojej skrzynki. Bez spamu i bez presji - po prostu czuły list do porannej kawy, który przypomni Ci o byciu blisko siebie.

Najnowsze artykuły:

Przestrzeń łagodnego powrotu do siebie. Praktyka uważności, która niczego od Ciebie nie wymaga i nigdzie się nie spieszy.

NASZE MEDIA

KONTAKT

Fundacja Filozofia Serca

ul. Stefana Batorego nr 18 lok. 108

02-591 Warszawa, Polska

KRS: 0001179553 | NIP: 7011266047 | Regon: 542048493

©2026 Fundacja Filozofia Serca.

Wszystkie prawa zastrzeżone.